Orbit nie doczekał niestety ani Świąt ani własnego prawdziwego domu … Odszedł w schronisku, miejscu gdzie czuł się dobrze i bezpiecznie, skąd nie chciał się za żadne skarby ruszyć. Był typem „nie ruszaj, nie zmuszaj, zostaw w spokoju – tak tu sobie będę siedział”. Nie wiemy czego Orbit doświadczył w przeszłości, ale były to doświadczenia na tyle bolesne, że pomimo lat spędzonych u nas i prób socjalizacji, na zawsze pozostał psem trzymającym się na uboczu, potrzebującym swojej własnej przestrzeni z dala od obcych, a przyjaźnił się tylko z wybranymi i zaufanymi. Mamy nadzieję Orbitku, że w krainie wiecznych łowów jest Ci dobrze, ciepło i masz tam wsparcie kumpli z Boguchwały którzy są już po tej drugiej stronie …