Stało się – ROBIN MA DOM ! Wkradł się do niego podstępem, że niby tylko na chwileczkę, że tylko na przyśpieszoną naukę życia i rehabilitację złamanego psiego serca … Partyzanckie manewry i hipnoza maślanymi oczami poskutkowały meldunkiem na pobyt stały 😉 A teraz całkiem serio: Robin to przykład, jak bezcenne są domy tymczasowe. Piszemy to nie dlatego, że dom tymczasowy okazał się być na końcu domem stałym. Pobyt w domu tymczasowym sprawił, że Robin przeszedł spektakularną metamorfozę z psa bojącego się własnego cienia w psa merdającego ogonem i cieszącego się życiem. Nie było łatwo, każdy dzień był jak tor przeszkód, które trzeba było wspólnie pokonać, ale przyniosło to efekty, które w warunkach schroniskowych byłyby niemożliwe do osiągnięcia. Robin trafił do najlepszego domu jaki mogłyśmy sobie dla niego wymarzyć. Dołączył do adoptowanej parę lat temu Zojki (w schronisku Bezy) i będzie miał w nim wszystko czego mu trzeba: towarzystwo drugiego psa, który pomoże mu iść przez życie z podniesioną głową, a także zrozumienie, poczucie bezpieczeństwa i super rodzinkę. Jednym słowem adopcja w wersji all inclusive !